Faworki z zeszytu mojej Mamy

Ciut o ciasteczkach…. 😉

Faworki, chruściki….. to polskie i litewskie, także niemieckie tradycyjne, chrupkie, charakterystyczne w kształcie złożonej kokardki słodkie ciasteczka smażone na głębokim tłuszczu i posypywane cukrem pudrem. Inaczej ich sobie nie wyobrażam.

Są najczęściej spożywane w czasie Karnawału i Tłustego Czwartku lub na Ostatki (we wtorek przed Środą Popielcową).

W okolicach Tłustego Czwartku ich zapach w moim rodzinnym domu było czuć z daleka. Delikatne, kształtne, cieniutkie, kruche – obowiązkowo z cukrem pudrem.

Kiedy widzę w sklepie faworki od razu mam przed oczami moją Babcię i Mamę, które dzielnie rozkładają ciasto na stolnicy, wałkują cienko, zwijają faworki i smażą w gorącym tłuszczu do uzyskania złotego koloru. My (dzieciaki) wykańczaliśmy je cukrem pudrem, który roznosił się po blacie jak puch albo śnieg… Smaczne czasy:)

Czemu faworki z zeszytu mojej Mamy? Bo do tej pory nie jadłam lepszych!

Składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • 4 żółtka
  • szczypta soli
  • 1 łyżka spirytusu
  • około 2 łyżek gęstej śmietany
  • tłuszcz do głębokiego smażenia
  • cukier puder do oprószenia ciasteczek

Przygotowanie:

  1. Mąkę przesiewamy na stolnicy, dodajemy do niej szczyptę soli, następnie resztę składników, mieszamy rękoma około 15 minut, w międzyczasie klepiemy wałkiem ciasto, i tak wyrabiamy – klepiemy, wyrabiamy – klepiemy, itp. dzięki czemu ciasto będzie elastyczne, a po usmażeniu będzie miało ciekawe charakterystyczne “purchelki”;
  2. Po wszystkim ciasto kroimy na kilka części, rozwałkujemy porcjami cieniutko na blacie/stolnicy posypanym delikatnie mąką pszenną. Resztę ciasta czekającego na rozwałkowanie przykrywamy ściereczką, żeby się nie zeschło.
  3. Nasze ciasto kroimy najpierw na paseczki o szerokości około 3- 4 cm, później na równoległoboki o długości około 10 cm. Najlepiej robić metodą (sprawdzoną i niezawodną) “na oko” – mają ładnie wyglądać i przypominać tradycyjne faworki, – nie czuwamy z linijką lub centymetrem:)
  4. Następnie każdy równoległobok nacinamy lekko w środku i przez nacięcie przeciągamy jeden koniec.
  5. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu na złoto.
  6. Gotowe posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego 🙂

 

 

Jedna odpowiedź do “Faworki z zeszytu mojej Mamy”

Dziękuję za odwiedziny i komentowanie przepisów.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.