Tworzenie historii a nie dań, czyli kreatywność na piśmie + bajka

Nie mogłam odmówić sobie pokazania/opowiedzenia Ci (czyt. Drogi Czytelniku) o wolnych chwilach (dosłownie chwilach;) w moim życiu, czyli co robię gdy nie gotuję i czy jest to możliwe przy tak wielkiej miłości do kuchni;)

Mam wiele pasji, mało czasu – z trójką dzieci (w skład którego zaszczytnie wchodzą córeczka i dwie kotki psotki, istny babiniec, ale o tym jak nie zwariować kiedyś). Prócz krzątania się w pomieszczeniu o nazwie kuchnia (i to biegiem – na plecach z niemowlakiem przy pełzających dumnie u stóp kotach mówiących niezmiennie GŁASZCZ!), tworzenia dań, rodzinnej atmosfery, organizowania imprez (jak ja to nazywam wspólnego biesiadowania i celebrowania chwil) oraz dbania o naszą codzienność (nie tylko w rozumieniu Co na obiad? 🙂 ) jest pisanie.

Piszę od kilkunastu lat… numer jeden wygrywają wiersze, mam ich całe stosy – bez ograniczeń formalnych, nie tylko tych miłosnych – te o życiu, okolicznościowe, radosne i smutne, z rymem czy bez też się znajdą. Jak to mówią, każdy znajdzie coś dla siebie. Uwielbiam pisać! Pisać. Opowiadać. Tworzyć historie wszelakie. Cieszyć się gdy osiągam cel – uśmiech czy wzruszenie, a nawet zadumę odbiorcy (jak to poważnie brzmi!).

 

 

Wena pisania zaprowadziła mnie także, a raczej uaktywniła się w dziedzinie o nazwie muzyka. Napisałam tekst piosenki gdy jeszcze (lata temu) śpiewałam w jednym z polskich podwórkowych zespołów. Był to tekst o miłości (jeden z podstawowych tematów wśród nastolatków, dopadał mnie często;), przeszło, zaśpiewałam, nagrałam i poszło! Koncertowaliśmy, tańcowaliśmy i słuchaliśmy do rana! W domu, wśród znajomych, do auta hit! Z werwą i radością wracam do tych słynnych chwil, ułatwia to płyta leżąca wciąż obok.

Pasja tworzenia, przelewania myśli i pomysłów na każdy temat natchnęła mnie także do pisania bajek, tych dla najmłodszych oczywiście. To moje najnowsze odkrycie. Samo wyszło, natchniona matczynymi instynktami, pragnąca przygarnąć wszystkie dzieci, tulić i opiekować się nimi zawzięcie zaczęłam pisać historie dla Maluchów, często czując się jak jeden z nich, chichocząc z kolejnego wymyślonego psikusa. I tak przygarniam dzieciaki – myślami, historiami tworzonymi. Motto, złota myśl, głębszy przekaz, historie zabawne, te pouczające i edukacyjne witają 😊

Tu jedna z moich pierwszych powstałych bajek (masz ochotę?) zasiądź wygodnie 🙂

Pod tytułem – nie mogło zabraknąć elementu mocno kulinarnego!

 

CZEKOLADKI

 

Po pięknym lecie nadeszła jesień. Ala bardzo lubiła tę porę roku z dwóch powodów.

– Uwielbiam liście opadające z drzew – opowiada przyjaciółce Basi – można ich dotknąć, są kolorowe i takie piękne. Każdy inny, a ile ich jest! Mruczek lubi się w nich chować i myśli, że go nie widzę – śmieją się przyjaciółki. – Poza tym – mówi dalej – od tej jesieni będę dostawać kieszonkowe od rodziców – ucieszyła się dumna z siebie Ala.

Nie raz udowodniła rodzicom, że jest rozsądną i mądrą dziewczynką, dlatego postanowili ją w ten sposób dodatkowo wynagrodzić. Wiedzieli, że córka poradzi sobie w takiej sytuacji.

Rodzice chcieli, by zaczęła uczyć się samodzielności w wydawaniu i oszczędzaniu pieniędzy. Szczególnie, że miała wiele pasji, mnóstwo pomysłów na każdy dzień. Taka propozycja była idealna, wręcz potrzebna.

Przyjaciółka spojrzała ze zdumieniem na Alę – Ojej! Będziesz jak dorosła! I jak oni będziesz mogła wydawać kieszonkowe na co tylko chcesz! Tak? – pyta Basia.

– Oczywiście! To moje kieszonkowe – podkreśliła Ala jeszcze bardziej ciesząc się z tej porannej propozycji Mamy i Taty.

– Wspaniale! – cieszy się Basia – masz listę rzeczy, które kupisz? I co kupisz za swoje pierwsze w życiu kieszonkowe?

Ala przez chwilę się zastanowiła, po czym głośno stwierdziła – Czekoladki! Prawdziwe czekoladki, w pięknym dużym okrągłym pudełku ze złotą wstążką w sklepie za rogiem – na samą myśl zrobiła maślane oczy, a przyjaciółka Basia uniosła wzrok ku niebu potwierdzając szybko – Musimy ich spróbować!

Już nic nie stało na przeszkodzie do czekoladek, były w zasięgu ich ręki. Oby wytrzymać do jutra.  Jutro Ala dostanie swoje pierwsze kieszonkowe. Niech ten dzień już nadejdzie!

Resztę dnia dziewczynki spędziły na sporządzaniu listy co można by kupić za kieszonkowe. Przecież Ala będzie je dostawała co miesiąc, a czas tak szybko leci. Lista musi być!

 

Ala zasypiając myślała o czekoladkach. O tym jak czekają na nią patrząc zza sklepowej witryny wśród tylu czekoladowych pyszności i pralinek. O tym jak rozpływają się w ustach, smakują i nigdy się nie kończą.

Po chwili pomyślała, że takie czekoladki bardzo ucieszyłyby Mamę. Bardzo lubi ten słodki sklep i z pewnością wszystkich czekoladek nie jadła. Mama Ali ma jutro imieniny, więc mogłaby mieć słodkie imieniny z niespodzianką jakiej się nie spodziewa – Ala ucieszyła się, że wpadła na taki wspaniały pomysł. Mama będzie zachwycona! Lubiła sprawiać rodzicom przyjemność, szczególnie Mamie, tak pięknie wyglądała jak się śmiała. Miała dołeczki, które zawsze zachwycały Alę – od razu widać, że jest radosna. Unosi wtedy brwi do góry i odchyla lekko głowę do tyłu pokazując z radością swoje dołeczki. – O tak! Jutro sprawię Mamie taką przyjemność – z uśmiechem na twarzy zasnęła.

 

Nad ranem przy śniadaniu Ala otrzymała od rodziców swoje pierwsze kieszonkowe i dużą różową świnkę, w którą mogłaby odkładać kiszonkowe kiedy będzie miała ochotę.

Choć to może poczekać – lista rzeczy do kupienia jest wciąż powiększana!

Uściskała dumnie rodziców i poszła do swojego pokoju. Czekała na przyjaciółki – Basię i Maję. Miały razem wybrać się do cukierni po czekoladki. Po te wyjątkowe czekoladki. Dla Mamy.

 

Kiedy wracały z pięknie opakowanymi pralinami myślały tylko o ich smaku i kształtnym wyglądzie. Nie mogły się oprzeć. To piękne pudełko, z którego wydobywał się zapach czekolady kusiło je bardzo.

– Może spróbujemy – powiedziała nieśmiało Ala do przyjaciółek – może Mama nie zauważy, że kilku brakuje. Przecież jest ich tam tyle… Starczy dla nas na spróbowanie.

Basia zachwycona – Ja jestem bardzo ciekawa ich smaku – mówi – jedna nie zaszkodzi. Musimy sprawdzić czy są dobre, ocenić co dajesz Mamie – usprawiedliwia Basia kierując swój wzrok raz na czekoladki raz na Alę, która właśnie przytaknęła przyjaciółce.

Spróbowały po jednej czekoladce – Ale smakują! Wiedziałam, że to dobry pomysł – cieszy się Ala przegryzając lekko czekoladkę.

– Są pyszne! – wykrzykuje Maja pocierając twarz czekoladowymi palcami.

Po kilku minutach w pudełku zostały tylko dwie czekoladki.

– Co robimy? – pyta Ala wiedząc, że na drugie pudełko czekoladek już jej dziś nie wystarczy. Takie wyjątkowe czekoladki są dość kosztowne. – Nie zostało mi wiele z kieszonkowych, musimy coś wymyśleć.

– Alu, Alu! Zróbmy czekoladki same – podpowiada Maja, a druga przyjaciółka Basia zgadza się.

– Wystarczy czekolada, a pudełko już mamy. Nie potrzeba piekarnika, w kilka godzin będą gotowe.

Ala bardzo się ucieszyła, wiedząc że takie czekoladki nie są trudne do zrobienia.

– Wystarczy mi kieszonkowych na dwie czekolady – mówi radośnie Ala.

– Zatem do dzieła! – wykrzykuje Basia w drodze do sklepu obok jej domu. Mama Basi pomoże im z czekoladkami. – Mama ma w domu foremki do czekoladek – mówi.

– Lepiej być nie mogło! – cieszy się Ala.

 

Chwilę potem były już w kuchni, a Mama Basi rozpuszczała kupioną przez Alę czekoladę.

– Wyjdą piękne kształtne czekoladki – stwierdziła Mama Basi. – Musicie mieć wielką ochotę na czekoladki – dodała.

– Oj tak, Mamo, oj tak… – chichocze Basia, która niedawno zjadła mnóstwo czekoladek.

Dziewczynki powkładały do czekoladek to co było w domu: orzechy, rodzynki i wiórki kokosowe, zgodnie z podpowiedzią Mamy Basi. Bo Mama Basi znała się na gotowaniu. I tak jak one – bardzo lubiła czekoladki. Gotowe odłożyły do lodówki i poszły się bawić.

– Dziewczynki! – woła Mama Basi – czekoladki są gotowe!

Od razu zapakowały je w piękne pudełko z drogiego słodkiego sklepu, z którego to pudełka zjadły wszystkie czekoladki. Resztę spróbowały i wyszły naprawdę pyszne! Ich pierwsze domowe czekoladki!

– Oby Mamie smakowały – trzymają kciuki przyjaciółki, a Ala macha im ręką na pożegnanie.

– Dobrze, że zrobiłyśmy ich więcej – przyjaciółki chichoczą przegryzając czekoladki i jednocześnie machając Ali na pożegnanie – Smacznego! 

 

W domu Ala nieśmiale podchodzi do Mamy czytającej książkę w salonie, która jednocześnie głaszcze Mruczka rozłożonego na jej kolanach.

– Mamusiu, masz dziś imieniny – wyjmuje pudełko czekoladek zza pleców – wszystkiego najlepszego! – uśmiecha się szeroko wręczając Mamie czekoladki.

Mama bardzo się ucieszyła i od razu otworzyła pudełko. – Częstuj się córeczko – są wyśmienite! Wiedziałam, że ten słodki sklep na rogu jest najlepszy! – zachwytów Mamy nie było końca.

Ala bardzo się ucieszyła jednak musiała powiedzieć prawdę o całej historii czekoladek…. Mama zachichotała – Ciekawa historia Alusiu, a moje imieniny są jutro – przytula ją Mama i nie może oprzeć się minie Ali.

– No tak! – wykrzykuje Ala – Tak bardzo myślałam o tych czekoladkach, że przyspieszyłam Twoje imieniny, Mamo – śmieje się Ala. – Musimy o tym opowiedzieć Tacie! Po chwili obie chichotały przytulając się do siebie. Nawet Mruczek przekręcił się na drugi bok, jakby lekko chichocząc słysząc o wszystkim.

Mama głaszcząc złote włosy córki spojrzała na nią radośnie, a na jej twarzy pojawiły się ulubione przez Alę dołeczki. – Lepszych czekoladek nie jadłam! – śmiejąc się dodaje – To wspaniałe imieniny!

 

Polubiłeś czekoladki? 🙂

Lubię pisać.

 

 

W nastoletnich czasach namiętnie kartkowałam zeszyty prowadząc pamiętniki. A ile ich było! Opisywałam radości lub rozterki, codzienność, wydarzenia te ważne i mniej. Ucztowałam i celebrowałam każdą chwilę z moim wiernym, dzielnym przyjacielem o imieniu Pamiętnik, który przyjął i zniósł wszystko (swoją drogą jak ja kocham ten film!).

Pisanie jest czystą przyjemnością, ba! nawet praca magisterska okazała się jedną z najlepszych przygód w pisaniu. Pisałam o kobietach na rynku pracy ciesząc się z dopięcia kolejnego rozdziału – …. a te spokojnie (o zgrozo dla wykładowców!:) mogłyby tworzyć powieść 😊 Kto wie! może doktorat zaprasza mnie serdecznie…

 

Na rysunku piękna ja😉 na otrzymanie takiego miłego upominku pozwolił talent koleżanki i nuda w ówczesnej pracy. To mam! 😊

 

Oprócz rozmaicie tematycznych wierszy i bajek piszę także książki, te raczej krótkie, kilka naraz, nieskończone historie, które przerywam z codziennych obowiązków pani domu, pani mamy, pani żony, koleżanki;), by potem powrócić do nich przepraszając je namiętnie jednocześnie wkradając się do nich na nowo. Jak tak można?!

Marzę o napisaniu scenariusza, takiego bestsellera i filmowego hitu, którego się będzie pamiętać latami.. I wracać, wracać z niecierpliwością w każdym pokoleniu. Może z elementami kulinarnymi? Kto wie..

 

 

Acha… jakby po drodze przyszedł ten doktorat to zapraszam, czekam, obecna! 😉 Jak to mówią, na nic nigdy nie jest za późno. Może dostanę cudownego objawienia i zamienię się w dr?

Dziś, Drogi Czytelniku poznałeś mnie z nieco innej perspektywy, lektury. Może nawet będziesz chciał więcej? Odwiedzaj mnie, poznajmy się, zapraszam 😊

 

CIEKAWA JESTEM – a Ty, Drogi Czytelniku masz wolny czas? Dużo? I co wtedy robisz? – piszesz? lubisz pisać?

Podobała Ci się bajka? 😉

5 odpowiedzi do “Tworzenie historii a nie dań, czyli kreatywność na piśmie + bajka”

  1. Miło mieć pasję i ją realizować. Gratuluję!😉 ja w wolnych chwilach szydełkuję i obdarowuje rodzinę tym i tamtym, uspokaja mnie to.
    Szkoda że nie mam mniejszych dzieciaków, myślę że Czekoladki by się spodobały tak jak smakuja:)
    Pozdrawiam
    Mirka

    1. Lata temu przy Babci robiłam na drutach szaliki, szkoda że nie pielęgnowałam tej umiejętności. Muszę powrócić do starych korzeni zdolności!:)

  2. Ja też lubię pisac😍 piszę artykuły, prowadzę dzienniki;) zabiera mnóstwo czasu ale warto inwestować w chwilę dla siebie.

Dziękuję za odwiedziny i komentowanie przepisów.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.